Archive for the ‘Psychika i ból’ Category

Psychiczne podłoże nasilania i zmniejszania się bólu

„Tylko to sobie wmawiasz”. Takie zdanie wypowiada się wtedy, kiedy ktoś narzeka na bóle bez widocznej przyczyny. Nie brzmi ono zbyt współczująco, zawiera jednak ziarno prawdy. Prawdą jest bowiem, że siłą naszej psychiki możemy sobie zarówno „wmówić” różne dolegliwości, jak i przekonać samych siebie, że nic nam nie dolega. Nie jest zatem wykluczone, że bóle wywołane zmianami psychicznymi mogą ulec wzmocnieniu, ale także bóle, które nie mają namacalnej przyczyny, mogą zostać wyciszone. Czynniki psychiczne pobudzają określone komórki w central­nym układzie nerwowym, co wywołuje odczuwanie bólu, i to na­wet wtedy, kiedy nie ma ku temu obiektywnych powodów. Pacjentowi zdarza się czasem – co prawda, na krótko, ale jednak – „zapomnieć” o bólu. Spontanicz­na radość z czegoś lub napięta uwaga potrafią zadbać o to, by mózg „zajmował się” w tym momencie czym innym, a nie kon­centrował wyłącznie na aktywności „nerwów bólowych”. Na skutek tego bodźce bólowe ulegają przejściowemu osłabieniu. Dodatkowo mózg wydziela pod wpływem psychicznych lub fi­zycznych stresów (silne napięcie, radosna niespodzianka, sporto­wy wysiłek) substancje zbliżone do opium, pochodzące z własne­go układu nerwowego. Trwa to dość krótko, ale w tym czasie sub­stancje te, odpowiedzialne za dobre psychiczne i fizyczne samo­poczucie, działają na ból uśmierzająco. Stan ten znają uprawiają­cy jogging, kiedy po szczególnym fizycznym wysiłku w trakcie biegu przeżywają chwile szczęścia. Zjawisku temu może towarzy­szyć nawet coś na kształt uzależnienia.

Jeżeli potrafimy skoncentrować się na czymś innym niż nasz ból lub jesteśmy w stanie, uprawiając aktywność fizyczną, dać z sie­bie wszystko, wtedy nasz organizm osiągnie taki stan pobudze­nia, że rozpocznie produkcję „leków” – które nie grożą w dodatku skutkami ubocznymi! Podobny mechanizm wykorzystuje tre­ning autogenny. Z jego pomocą możliwe jest wyłączenie bólu na jakiś czas jedynie siłą woli. Taka umiejętność przydałaby nam się na przykład podczas wizyty u dentysty.

To, co powoduje chorobę – boli

Tak jak cierpienie psychiczne może prowadzić do bólu fizyczne­go, tak też z fizycznego bólu rozwijają się w wielu przypadkach problemy i cierpienia psychiczne – do ciężkich depresji włącznie. Przede wszystkim narażeni są na nie ci chorzy, którzy cierpią na bóle przewlekłe.

Jak można sobie bowiem wyobrazić, co czuje ktoś, kto co­dziennie cierpi, z bólem wstaje i z bólem kładzie się spać, tylko od czasu do czasu odczuwa jego złagodzenie i żyje w nieustan­nym strachu, że następny dzień może przynieść jeszcze większe cierpienia?

Jednak nie tylko sam ból jest ich przyczyną. Pacjenci z bólem przewlekłym mają świadomość, że już nie dają sobie sami rady z codziennymi zajęciami – czy to zawodowymi, czy domowymi, czy z samoobsługą, czy wreszcie uprawiając swoje hobby. Cier­pią, ponieważ stają się coraz bardziej zależni od innych; ponie­waż ze względu na swoją chorobę tracą przyjaciół i kontakty z otoczeniem.

Wszystko to nie pozostaje przecież bez wpływu na ich psychikę, która zaczyna się zmieniać. Pacjent staje się coraz bardziej draż­liwy, niecierpliwy, zdziwaczały, unika kontaktów. Bardzo często popada w takiej sytuacji w ciężką depresję. Dlatego w leczeniu pacjentów cierpiących na bóle przewlekłe nie należy zapominać o pomocy, jakiej może udzielić psycholog lub psychoterapeuta. Często – obok leków hamujących ból – lekarz zapisuje w takich przypadkach dodatkowo leki przeciw­depresyjne. Dla samego pacjenta ogromnie ważne byłoby aktywne uczestnictwo w funkcjonowaniu rodziny. Bliskich, od których może spodziewać się nie tylko pociechy i zainteresowa­nia, ale którzy zadbają o to, aby chory nie odczuł, że jest dla nich ciężarem.

To, co boli – jest chorobą

Żadna zmiana fizyczna nie pozostaje bez wpływu na samopoczu­cie psychiczne i odwrotnie: każde pobudzenie psychiczne ma określony wpływ na funkcjonowanie organizmu. Przyczyną tej współzależności jest nasz wegetatywny układ nerwowy, który po­przez uczucia i odczuwanie potrafi zaprogramować nasz orga­nizm na gotowość zmierzenia się z niebezpieczeństwem, a wtedy w organizmie zaczynają zachodzić odpowiednie zmiany. Oto przykład: odczuwamy strach przed egzaminem, przed rozmową z szefem lub inną tego typu sytuacją. Nasz mózg wysyła informacje i przekazuje uczucie strachu wegetatywnemu układowi nerwo­wemu, który uzbraja wszystkie narządy, przygotowując je do od­parcia ataku. I tak adrenalina (hormon stresu) oraz kortyzon uwalniają się w zwiększonych ilościach, serce dostaje więcej krwi, ciśnienie krwi wzrasta, mięśnie się napinają. Kiedy „niebezpie­czeństwo” minie, funkcje organizmu normalizują się na powrót. Jeżeli jednak takie obciążenie psychiczne ma charakter długotrwały lub uczucie strachu zostanie stłamszone, wtedy stan alar­mu dla organizmu trwa nieprzerwanie dalej. Na przykład napię­cie mięśniowe utrzymuje się i staje się stanem normalnym. Jak już jednak wiemy, napięcia mięśni wywołują ból. W tym przypadku jest to ból bez widocznej przyczyny natury organicznej. Istnieje wiele czynników natury psychicznej, które mogą prowa­dzić do jego powstawania.

Lęki odgrywają tu szczególnie istotną rolę. I tak strach przed określoną chorobą często wywołuje bóle serca, stłamszone lęki objawiają się w postaci dolegliwości oddechowych, bólów brzu­cha z nudnościami, biegunką, wzdęciami, aż po nieżyt (gastritis) i wrzody żołądka oraz zapalenia jelit.

Stres jest jednym z głównych czynników powodujących po­wstawanie chorób psychosomatycznych. Jednak w tym przy­padku należy dokonać istotnego rozróżnienia między stresem pozytywnym i negatywnym. Kto mianowicie przez pewien czas pracował, co prawda, w silnym napięciu, a więc w stresie, ale potem mógł sobie zafundować odpowiedni odpoczynek i cie­szyć się rezultatami swojej pracy, mając przy tym poczucie suk­cesu, ten w żadnym wypadku nie musi czuć się zagrożony. Ina­czej sprawa wygląda, gdy nie potrafimy zapewnić sobie naprze­miennie występujących faz napięcia i relaksu. Jeżeli ktoś przez całe tygodnie, miesiące, a nawet lata żyje w napięciu i nie rów­noważy go relaksem lub – pomimo wysiłków – zamiast poczu­cia sukcesu, odczuwa jedynie niezadowolenie ze swoich osią­gnięć, ten doświadcza stresu negatywnego. Rezultatem tego są bardzo często dolegliwości fizyczne – od bólów głowy, mięśni, wysypki na skórze, bólów serca, aż po zawał serca. Do stresu negatywnego zaliczyć trzeba również brak napięć. Na przykład: kto po przejściu na emeryturę oddaje się wyłącznie re­laksowi, nie stawia sobie zadań do wykonania, ten także cierpi na brak zdrowego rytmu życia. Nieróbstwo bowiem oraz brak poczucia sukcesu prowadzą do jednostajności, monotonii, izo­lacji, frustracji i w konsekwencji – do choroby.

Przepracowanie to kolejny czynnik chorobotwórczy. Jeżeli ist­nieje rozdźwięk między tym, co mogę i potrafię, a tym, co powinienem lub chcę, wtedy może on się objawić w postaci dolegli­wości fizycznych. Czasem rozdźwięk ten wynika z faktu, że na­kładamy na siebie zbyt wiele obowiązków lub inni zmuszają nas do takiej efektywności, której nie jesteśmy w stanie nigdy osią­gnąć (typowym przykładem może być dziecko bardzo ambit­nych rodziców).

Wreszcie obciążenia psychiczne lub nierozwiązane konflikty mają ogromny (negatywny) wpływ na stan naszego zdrowia. Dolegliwości psychosomatyczne występują przede wszystkim wtedy, kiedy w życiu następują momenty przełomowe. Do takich przełomów należy zaliczyć śmierć bliskiej osoby, rozwód, stratę pracy, całkowitą zmianę warunków życia, przejście na emerytu­rę itp. Kłopoty zdrowotne zwykle nie pojawiają się jednak natychmiast, lecz dopiero po pewnym (od 6 do 18 miesięcy) czasie od sytuacji przełomowej.

W leczeniu dolegliwości uwarunkowanych psychiką nie wystar­czy jedynie wyleczyć fizycznych objawów choroby, stosując leki lub inne zabiegi. W czasie ostrego psychicznego kryzysu lekarz zapisuje zwykle środki uspokajające, ponieważ należy zająć się prawdziwą, czyli pierwotną przyczyną dolegliwości, a więc pro­blemem psychicznym. W większości przypadków skuteczną te­rapią jest rozmowa z psychologiem lub psychoterapeutą. Jeżeli u źródeł złego stanu fizycznego leżą nie tyle konflikty, ile przepracowanie, przeciążenie itp., wtedy skuteczne są metody, dzięki którym pacjent może pomóc sobie sam:

  • Uczmy się technik relaksacyjnych i stosujmy je codziennie.
  • Dbajmy o dostateczną ilość snu.
  • Jeżeli możemy sobie pozwolić jedynie na krótki relaks, nie spę­dzajmy czasu przed telewizorem. Ruch, sport – to skuteczna przeciwwaga dla stresu. Ruch wpływa na polepszenie nastroju, ponieważ organizm wydziela wtedy endorfiny (hormon dobre­go samopoczucia). Ponadto współdziałanie między przemianą materii w mięśniach a określonymi funkcjami mózgu wywoła­nymi ruchem potęguje nasze możliwości umysłowe.
  • Całkiem świadomie zróbmy coś dobrego wyłącznie dla sie­bie. Mogą to być drobiazgi, na przykład ciepła kąpiel dla re­laksu, nieskrępowana rozmowa, w czasie której nie będziemy musieli skrywać naszych uczuć. Krótko mówiąc: podarujmy sobie odrobinę luksusu.